….5….4….3….2….1….START! Silniki uruchomione, maszyna odpaliła, wielka rakieta wystrzeliła w kosmos! W środku w stanie nieważkości dryfuje moja eM w małym skafandrze kosmonauty. Rakieta leci, mija kolejne ciała niebieskie, inne piękne obiekty astronomiczne znajdujące się w przestrzeni kosmicznej, by zakończyć swój lot na powierzchni księżyca…

Dobra, dobra, żartowałam…tylko na chwilę przymknęłam oczy a wyobraźnia podsunęła mi takie obrazy…. Miałam kryzysik w minionym tygodniu. Był takie dzień, że total nic a nic mi się nie chciało. Najchętniej ukryłabym się w poduszkach, no ale niestety, Szogun pod opieką, nie ma lekko. Stary pracuje, co prawda home office, ale pełna profeska, na klucz drzwi zamyka, co by mu eM nie wlazła, w czasie video konferencji z klientami i szefem, mówiąc „Tatooo! zrobiłam taką wielką i śmierdzoncom kupe!”. No więc od rana do czasem późnego popołudnia jesteśmy we dwie. No i tak, macierzyństwo jest super, no i spełniam się jako mama, no i w ogóle achy i ochy, ale czasem po prostu przeciążenie materiału, zmęczenie i brak sił mnie dopada, czasem po prostu brak szczypty cierpliwości. Nucę sobie niecenzuralne wyrazy pod nosem, by eM myślała, że to wesołe piosenki, zaciskam zęby i dalej heja.

Psychologowie głoszą, że przeciętna emocja trwa 90 sekund. Ochota na uduszenie dziecka minie po niecałych dwóch minutach, trzeba to po prostu przeczekać… Trudne sytuację się zdarzają i będą się zdarzać. Nie mamy wpływu na wszystko co się dzieje, nie zawsze postępujemy tak jakbyśmy chcieli. Nie zawsze jesteśmy w stanie powstrzymać, nasze emocje, myśli, stres czy inne nie do końca sprzyjające okoliczności. Możemy wspinać się na palce, wyrywać włosy z głowy, tańczyć jezioro łabędzie na środku salonu, by nie zbzikować, by ten czas spędzić atrakcyjnie razem, wspólnie, by relacja rodzic – dziecko nie ucierpiała, ale niecodziennie nam się to uda. No nie oszukujmy się. I nawet jak nam się nie chce przez jeden dzień, czy drugi, ale na trzeci już się trochę ogarniemy, to nie znaczy że jesteśmy kiepskimi rodzicami. Powtórzę za Małgorzatą Musiał („Dobra Relacja Skrzynka z narzędziami współczesnej rodziny”) „Liczy się całokształt (…) I nawet jeśli zdarzają się odstępstwa od obranego podejścia, to to jest po prostu życie. Bywamy nieracjonalni, zmęczeni, przygnieceni towarzyszącymi okolicznościami. Ludźmi z krwi i kości. Nie zawsze mamy siły, przestrzeń i czas, aby dać dziecku wsparcie, pochylić się nad jego potrzebami i emocjami. Kiedy tak się dzieje- możemy przeanalizować, dlaczego tak jest. Możemy zastanowić się co warto zrobić inaczej następnym razem. (…) Możemy po ochłonięciu i powrocie do spokoju porozmawiać z dzieckiem (…). A potem żyjmy dalej. Bez wynagradzania, bez biczowania się, roztrząsania i zamartwiania, że w tamtym momencie wyrządziliśmy dziecku krzywdę, którą będzie niosło przez całe życie.”

Bądźmy dla siebie też wyrozumiali. Mamy teraz szansę na zbudowanie dobrej relacji z naszymi małymi Potworkami. Spróbujmy. Ale nic na siłę. Spokojnie, bez szaleństw. Prrryyy… Jak to mówią nie od razu Ania Shirley pokochała Gilberta Blytha.

Kochamy swoje Szoguny i to jest najważniejsze, a że czasem oddalimy się w krainę marzeń i na 90 sekund wyślemy je w kosmos…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *