Leniwe niedzielne popołudnie. Przy rosole, mówię do Starego, że może coś zrobimy, nie będziemy tak bezsensu siedzieć w domu, spędźmy czas w sposób wartościowy, może gdzieś pojedziemy, co by eM doznała nowych wrażeń. Stary mówi, bym poszukała, on się dostosuje, byle tylko miał święty spokój. Szukam w necie, scrolluję smartfona 😀 No i bang, PAPUGARNIA! Nie byliśmy tam nigdy, a słyszeliśmy, że fajnie. No to mówię do swojej rodzinki, by się ogarniali, wciągali szybko makaron, popili rosołem i jedziemy!
Papugarnia ul. Ruska we Wrocławiu, super, kiedyś był tu bar. Teraz na dwóch piętrach jest dom dla pięknych ptaków. Tak wiem, ptaki w klatce, zaraz obruszą się obrońcy zwierząt, że każde zwierzę powinno na wolność, w lesie, dżungli, tajdze, srajdze… A nie, że ludzie przychodzą i męczą te biedne zwierzęta. No racja, ale gdyby nie takie miejsce to byśmy na żywo takich cudów nie widzieli. A w papugarni jak papuga nie ma ochoty, to po prostu ma na człowieka wywalone, nie siada na niego, nie przylatuje, ma swoje miejsca, gdzie ludzie nie mają wstępu, więc tam się chilluje. Zresztą, na dole przy kasie jest szkolenie, podczas którego o wszystkich zakazach i nakazach informują pracownicy. Pracownicy przyjaźnią się z papugami, spędzają z nimi dużo czasu, znają się wzajemnie.
Pierwsze piętro zajmują mniejsze papużki, na piętrze wyższym są duże Ary. Na każdym piętrze jest się pod opieką pracowników.
Jedną sprawą, na którą mogłabym zwrócić tylko uwagę jest ilość wpuszczanych ludzi, nie zauważyłam jakiegoś ograniczenia i w pewnym momencie miałam wrażenie, że jest trochę ciasnawo, wkradł się pewien chaos. Poza tym szczegółem, było naprawdę fajnie zobaczyć te piękne, wielobarwne stworzenia. eM była oczarowana, na początku nieśmiała, potem bardziej odważna (karmiła nawet jedną papużkę nasionkami z rączki), ciekawe doświadczenia.


Jest tam głośno, papużki śpiewają, naśladują różne dźwięki, skrzeczą. Długie przebywanie tam, szczególnie, gdy jest trochę za dużo człowieków, może grozić bólem głowy 😉 Udało mi się nawet strzelić fotkę z taką jedną wielką Arą. Mówię, Stary pstrykaj, tak z 10 razy, bo więcej nie biorę na ręce. Ptaki piękne, ale najlepiej z boku na gałązce, jak dla mnie osobiście. Trzymając go na rękach miałam takie dziwne uczucie, troche strach, trochę zaciekawienie… Od razu w głowie „Ptaki” Hitchcocka, heheh, żartuje.

Nie osrali nas, nie podziubali, ptasią grypą nie zarazili, także podsumowując- wrócimy tam chętnie.
Wizyta niezwykle bogata w doświadczenia dla dorosłych i dla dzieci. eM jeszcze przez kilka dni opowiadała o tym miejscu. Polecam.


Post niesponsorowany, ale za przelewy wolontariackie się nie obrażę 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *