Tak sobie chodziłam dzisiaj na spacerze z Małą eM ( zaczęłyśmy żłobkowanie i mamy gluta ) i rozmyślałam niczym Coelho.
Jaki to mega wpływ ma na nas, w jakiej rodzinie się rodzimy. Nie chodzi mi tutaj już o kwestię finansową, materialną, przyszłościową. Chodzi mi bardziej o to jak doświadczenia, które przeżywamy w domu, w rodzinie, kształtują naszą osobowość.

To jak traktują nas starzy, jak się do nas odnoszą, czy nas słuchają, wspierają. To ma mega wpływ na to jakimi jesteśmy potem ludźmi. I nie chodzi mi tylko o miłość, o to czy jesteśmy kochani i kochamy w rodzinie, bo jasna spawa, że to mega ważne jest.
Ale również bardzo istotne są te wszystkie dodatkowe elementy. To czy możemy posiedzieć sami, gdy tego potrzebujemy, to, czy mamy rękaw w który możemy się wysmarkać. To czy ktoś z nami rozmawia, czy tylko wystarczą mu trzy zdania dziennie. To czy ktoś z nami czyta książkę albo ogląda wspólnie film. To czy ktoś z nami wspólnie gotuje czy sprząta, pieli ogródek czy reperuje samochód.
To czy ktoś mówi 'dzień dobry’ sąsiadom i czy sprząta kupę po swoim psie. To czy ktoś chodzi na nasze mecze, koncerty czy przedstawienia. To w jaki sposób się kłóci i gniewa. To czy z nami śpiewa i głośno się śmieje. To ile razy na nas nakrzyczy i skarci.

Moja rodzina ukształtowała mnie na silną kobietę. Oczywiście byłam kochana i czułam to, moje dzieciństwo było generalnie szczęśliwe. Trochę umazane pierogami ze śmietaną, klejącymi kluskami na koszulce, babką piaskową z kiosku, wiatrem we włosach i błotem w kaloszach. Ale też niektóre sytuacje, których byłam świadkiem lub w których uczestniczyłam sprawiają, że mam poczucie, że muszę być dobrze zorganizowana, nie mogę pozwolić sobie na chaos w otoczeniu, muszę być na wszystko przygotowana i czujna.

Chciałabym czasem powiedzieć, że haha, jestem taka spontaniczna, szalona, i w ogóle rozrywkowa, ale nie, to nie ja. Stresuję się, gdy coś nie jest do końca pod moją kontrolą, a zależy mi na tym czymś bardzo. Staram się, by każda impreza, którą organizuję byłą odpięta na ostatni guzik. Chcę zadowolić zawsze najbliższych, rodzinę i przyjaciół. Chcę żeby wszystko było zawsze super. Uczę się odpuszczać, uczę się tego, że nie na wszystko mamy wpływ, ale to nie jest proste. Frustruje mnie to czasem i męczy. Sama sobie zawsze funduję taki roollercoaster emocjonalny.
Jak kiedyś wpadł nam wyjazd zimowy do Czech, na który zdecydowaliśmy się w ciągu kilkunastu minut, zaproszeni przez sąsiadów. To w hotelu przez dwa dni chodziłam rozkojarzona, bo nie mogłam się odnaleźć. Było to cos niezaplanowanego w moim kalendarzu, coś zaskakującego, oczywiście bardzo fajnego i miłego, ale spontanicznego.

Z roku na rok, budując swoją własną rodzinę, swoje życie, uczę się niezmiernie dużo. Popełniam masę błędów, ale też wiele rzeczy robię zajebiście 🙂
Nie wiem co będzie miało największy wpływ na moje dziewczynki, nie wiem ile dobroci wyniosą z domu a ile smutnych czy złych wspomnień. Mam nadzieję, że przekażemy im ze Starym jednak więcej dobrego niż złego, radości, dobrych zwyczajów, słonecznych wspomnień, dobroci do bliźniego, siły, uważności, troski o siebie, i wszystkich innych tych bla bla bla banałów o których piszą w romantycznych książkach. 😉

buźki! PauloMatkouloCoelhoAwanturnica 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *