Już miesiąc z kawałeczkiem odkąd jestem #momoftwo… No kiedyś marzyłam o gromadce krasnali, no przynajmniej o trójce dzieci, teraz uważam że dwójeczka to wystarczająca ilość 😀 hahah. No nie jest łatwo, ten kto uważa, że opieka i wychowanie małych gałganów to bułka z masłem, niech zdradzi swoje sekrety- smoczek w spirytusie, przywiązywanie do kaloryfera? 😉

A tak serio serio to jest całkiem nieźle, już powoli znowu ogarniam życie swojej rodziny. Co prawda cieszę się, że starsza eM zaraz wraca do przedszkola, ona zresztą też już się cieszy (ileż można patrzeć na gębę matki i ojca) bo wtedy będę miała więcej czasu na zaniedbane sprawy, poprawka, wtedy będę miała jakikolwiek czas na coś innego niż gotowanie, karmienie, przytulanie, uspokajanie, lulanie- jednej i drugiej, będzie tylko jedna do obrobienia 😀
Obecnie dzień musi być zaplanowany w zasadzie prawie co do godziny, to znacznie ułatwia mi i dziewczynkom funkcjonowanie. Śniadanko, spacer, obiadek, zabawa, bajeczka, kąpanie i spanie, czasem wizyta u dziadków.
Dobrze, że Stary pracuje z domu, to zdarza się, że może na chwilkę zejść i mi którąś przypilnować, mam wtedy czas na szybkie siku czy pomieszanie zupy. I tak nam mija dzień po dniu…

Generalnie czas połogu zniosłam gorzej niż po pierwszym porodzie, mimo, że mniej więcej wiedziałam czego mogę się spodziewać. No ale starość nie radość, organizm też ze stali nie jest, oliwy wlać się nie da jak rdzewieje, więc potrzebowałam więcej czasu na regenerację, konsultacji specjalisty, większej troski o swoje ciało niż zazwyczaj. Po kolejnym dziecku to pewnie wymagałabym już jakiś specjalistycznych zabiegów w klinice doktora Szczygła czy jak on tam miał, ten specjalista od operacji plastycznych w TV.
Pierwszy tydzień był dla mnie też trudny psychicznie, ciągle zastanawiałam się, czy dam sobie radę, ogarniałam dziewczynki, dom, z pomocą Starego (miał tydzień urlop na szczęście) i w głowie miałam myśli czy robię to dobrze, czy ze wszystkim nadążam- „o nie już 13:00! starsza eM powinna jeść już zupę, a tutaj dopiero marchewka skrojona”…
Poza tym nie mogłam sobie poradzić z jedną myślą, teraz wydaje mi się bezsensowna i głupia, ale wówczas była moim największym problemem- czy ja znajdę miejsce w sercu dla malutkiej eM? Starsza eM jest dla mnie całym światem, czy malutka eM też nim będzie? Nie umiałam sobie z tym poradzić, popłakiwałam po kątach gdy tylko zaczynałam o tym myśleć, trwało to kilka dni. Dopiero po rozmowie ze Starym i po rozmowie z moją mamą i chyba po wyciszeniu się hormonów w połogu, doszło do mnie, że teraz obie eM są moim całym światem, moim życiem, obie są dla mnie najważniejszymi istotami w całym wszechświecie.

O samym porodzie jeszcze napiszę, ale zdecydowanie nie był tak trudny jak pierwszy, wręcz to bajka na dobranoc 🙂


Wpis krótki, dziś nie będę się rozpisywać, chciałam tylko zaznaczyć, że powoli, powoli wracam do żywych.

Jakbym nie pojawiła się tutaj na przed Sylwestrem, a to prawdopodobne, bo mam miesiąc na przerobienie książki Zbysia Tarkowskiego „Jąkanie w wieku szkolnym” (300 stron :O) i napisanie streszczenio- recenzji, to życzę wszystkim samych słonecznych dni w Nowym Roku! miejmy twarde dupska jak znowu ktoś lub coś będzie chciało nam je skopać 😉

Buźki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *