Od miesiąca próbujemy znaleźć sposób zapanowania nad atakami złości eM. Nie było mnie trochę, bo zbierałam dane do tego wpisu. W zasadzie szukałam ratunku w jakiś mądrych poradnikach, książkach i nawet u wujka google. I jedyne co znalazłam, a jest tchnieniem otuchy dla rodzica błądzącego we mgle, to, że z ataków złości, jak z większości innych trudnych zachowań wieku dziecięcego, trzeba po prostu wyrosnąć… haha.

Można nieco utemperować, zminimalizować szkody wśród otoczenia czy spróbować zmniejszyć ogrom negatywnych emocji w dziecku. Tracy Hogg w „Zaklinaczce Dzieci” mówi o tym, by obserwować dziecko, w jakich sytuacjach pojawia się atak złości, czym jest spowodowany, następnie spróbować niwelować bodźce, które mogą go wywołać. Na przykład jak dziecko jest głodne- nakarmić, jak chce spać- położyć, jak się nudzi- zorganizować zabawę. Nie zawsze się da wszystko przewidzieć czy zadziałać odpowiednio. Szczególnie, gdy dziecko podchodzi przed samym obiadem i mówi, że chce czekoladkę, nie ważne że umawiasz się, że ok, dostanie czekoladkę, jak zje obiad, bo właśnie zaraz nakładasz jedzenie, ona chce teraz i już. Tupie nogami. Kopie po nogach. Ehh…
Milion poradników, milion pomysłów. Heidi Murkoff w swoim poradniku też radzi na rożne sposoby. Mówi, o tym, że są różne metody radzenia sobie z tymi napadami złości/ agresji.
Niereagowanie. U nas sprawdziło się tylko kilka razy.
Rozmowa, tłumaczenie, próby wyciszenia- zawsze od tego zaczynamy, czasem się udaje emocje wyciszyć.
Odwrócenie uwagi, przyznam, że chyba nigdy jakoś specjalnie skutecznie tego nie próbowałam. Muszę nad tą metodą popracować. Bo są sytuację, że uda mi się ją zagadać, albo zachęcić do innej aktywności, niż ona sama chciała od początku. Ale w sytuacjach trudnych jeszcze tego nie stosowałyśmy jakoś specjalnie mocno.
Mówienie cicho do dziecka, gdy ono krzyczy- nie sprawdza się, eM czasem tak drze buźke, że ja swoich słów nie słyszę. Poza tym ona ma często w takim ataku w nosie to co chcę jej powiedzieć. Chce po prostu wylać swój gniew frustrację, wywalić negatywne duszące emocje.
Czasem najlepiej ją zostawić, niech się sama uspokoi. No i tak robimy ze Starym. Np. sadzamy ją na łóżku, żeby nie walnęła się o nic jak zechce jej się w coś uderzyć lub coś kopnąć, przymykamy drzwi do pokoju, informując ją, że przyjdziemy do niej jak się uspokoi, przestanie krzyczeć, płakać, etc. Czasami wybiega na korytarz, ale dalej jest w tych negatywnych emocjach, więc z powrotem sadzamy ją na łóżku, mówimy, przyjdziemy jak się uspokoisz, itd. To chyba działa u nas najczęściej. Nie wiem jak to wytrzymują czasem sąsiedzi, mam nadzieje, że ściany są wystarczająco grube i nie zapuka do nas nikt z opieki społecznej z pytaniem, kto u nas tak się drze.
Czasem mam ochotę zatkać eM buzię, ale wiem, że to efektu nie przyniesie żadnego, nie tędy droga. Czasami mam ochotę zamknąć pod schodami i głośno włączyć muzykę, ale to też nie pomoże… a może jednak? żartowałam.
Są momenty, że czuję się wyprowadzona z równowagi, wtedy wołam Starego, albo odchodzę na chwilę od eM, by się uspokoić. Oczywiście niestety zdarzyło mi się na nią kilka razy krzyknąć, wiem że to było z bezsilności, bezsensowne, słabość matki, słabość człowieka. Oczywiście w niczym nie pomogło. Krzyk rodzi krzyk. Ja jestem rozdarta, to dziecko też głośno drze japę.

Na kształtowanie się zachowania dziecka ma wpływ jego temperament, czynniki środowiskowe, zachowanie rodziców oraz kwestie rozwojowe (lęk separacyjny, brak wykształconych umiejętności językowych, ząbkowanie, etap tzw. w literaturze „buntu dwulatka” ).
Złość jest częścią życia dziecka, zachowaniem które demonstrowane jest przez wszystkie dzieciaki, przez niektóre mocniej, niektóre słabiej. Ataki złości zaczynają sie pod koniec pierwszego roku życia, nasilają w drugim, i czasami trwają aż do czwartych urodzin. Dorosły potrzebuje rozładować frustrację, mały człowiek czasami też. Być takim dwulatkiem to nie jest prosta rzecz. Poza tym, czasami dziecko chciałoby powiedzieć coś więcej, a nie ma jeszcze takich umiejętności, nie każdy dorosły rozumie, o co chodzi dziecku, to złości. Poza tym dziecko nie potrafi przecież jeszcze panować nad swoimi emocjami, czasem wymykają się one spod kontroli malca.
eM potrafi mega cieszyć się z czegoś całym ciałem, aż radość tryska końcem jej loków i wypływa przez palce u stóp, więc jak się złości to też czasami lecą iskry i przydałby się Strażak Sam. Dzieci nie są małymi dorosłymi i minie długi czas zanim nauczą się kontrolować swoje impulsy. I niby to wszystko wiem, a i tak czasami jestem zdołowana. I nie tym, że ktoś zobaczy że ona wyje, czy kopie, czy krzyczy, bo generalnie mam to gdzieś. Tak na marginesie, już jesteśmy po jednej akcji rzucenia się w galerii handlowej i płakania „ja chcę wejść do tego sklepu!” Oczywiście było to jeszcze przed zakazami pandemicznymi. Co zrobiłam? Udawałam, że to nie moje dziecko 😀 Hahaha, nie, żartuję. Stałam obok, dałam jej czas na płacz i krzyk, po czym kucnęłam obok i zapytałam czy już w porządku i czy możemy iść dalej. Wtedy eM wstała, wytarła nos w rękaw i powiedziała, że już ok. Czy ludzie się na nas gapili, pewnie. Jedni się uśmiechali ze zrozumieniem, inni wlepiali gały jakbym miała przyczepiony nos klauna na twarzy. Generalnie, z tym akurat nie mam problemu, opinia społeczna nie wywiera na mnie presji co do wychowywania dziecka. Wracając do wątku, bardziej frustruje mnie to, że eM umie bardzo dobrze nazywać emocje, wie co kiedy i czemu dzieje się z jej uczuciami, potrafi odróżnić dobro od zła (no wiem, że wybitne dziecko- po mamusi :D), a te napady i tak jej się zdarzają i nie wiem jak mam jej pomóc. Gadamy dużo o emocjach, czytamy książeczki, rysujemy buźki, wyklejamy twarze z emocjami… Ja jej mówię, o swoich odczuciach, o tym co mnie smuci, co mnie złości. To wszystko nic nie zmienia, nie pomaga, albo pomaga, ale jeszcze nie widać efektów?…
Jest jeszcze metoda obejmowania, przytulania, przytrzymywania by dziecko wyciszyć, uspokoić. Ta metoda też czasem u nas działa. Jest ciepła, miła, tylko nic na siłę.

Każdy człowiek jest inny. Każde dziecko jest inne. Każda rodzina jest inna. Mimo, że są uniwersalne, określone zasady zachowania to w kwestii trzymania dyscypliny, sposobu radzenia sobie z napadami złości, nie ma uniwersalnych metod. Wszystko trzeba wziąć pod uwagę wprowadzając czy określając zasady, schematy zachowań. Są różne metody wychowawcze, każdy wybiera te które działają, sprawdzają się u niego, w jego kurniku przy jego kurczakach.

Ja z moją kurką w niektóre dni po prostu lubimy się bardziej, a w niektóre mniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *