roczniak

Rok temu o tej porze tuliłam w ramionach mój drugi cud. Moją drugą córeczkę.

Historia drugiego porodu.

W tych innych niż wcześniej okolicznościach, pełna obaw, przepełniona lękiem ale też radością z przyjścia na świat dziecka, zastanawiałam się co mnie czeka podczas zarazy. Z uwagi na obostrzenia, zdana w całości na siebie i personel szpitala oczekiwałam pierwszego krzyku mojej córki. Mimo, że wyobraźnia podsuwała mi różne obrazy, doświadczenie szeptało wiele sposobów rozstrzygnięcia, wszystko i tak potoczyło się nieprzewidywalnie.

Gdy szykowano salę na poród naturalny, po zbadaniu blizny po poprzedniej cesarce, lekarze jednak zadecydowali, że moja druga córka również przyjdzie na świat wyciągnięta z brzucha, tak jak pierwsza. Wszystko odbyło się spokojnie i nawet całkiem szybko. Małą eM przywitała na świecie bardzo miła i profesjonalna ekipa lekarzy, pielęgniarek i położnych. Mimo, że poród odbył się przez cięcie, położono mi malutką na piersi, bym mogła ją tulić i całować, gdy lekarze zawiązywali supełki na moim brzuchu. Malutka witała się ze mną i mrugała czarnymi oczkami, mrucząc swoje pierwsze dźwięki. Była cały czas ze mną, a bałam się, że nie będzie to możliwe. Po pierwszej operacji wiedziałam już, co robić, jak ćwiczyć ciało, żeby jak najszybciej uzyskać sprawność, więc robiłam co mogłam, by jak najszybciej wstać i ogarniać samodzielnie siebie i dziecko.
Nie wiem czy jest na świecie ktoś, kto lubi być w szpitalu, ja chciałam wyjść jak najszybciej. Na szczęście wszystko było dobrze i już po 3 dniach Stary mógł odebrać swoje dziewczyny.

Fala miłości.

Rok temu na świat przyszła moja druga cudowna dziewczynka. W ciszy, w spokoju, przy żartach lekarzy, przy świetle mrugających szpitalnych jarzeniówek. Moje serce po raz drugi zalała ogromna fala różnych uczuć, miłości, radości, troski. Bałam się, że w moim sercu więcej się nie zmieści, o jej jak ja bardzo się myliłam. Zmieściło się wszystko!
Trudny to był czas, bo tęskniłam strasznie za drugą córką, bo w zasadzie nie rozstawałyśmy się nigdy na taki czas. Wiedziałam, że Starsza eM na nas czeka z niecierpliwością, że chce poznać swoją małą siostrę.
Jakie wzruszające było ich pierwsze spotkanie, pierwsze delikatne całusy, „mamo, jakie ona ma malutkie paluszki’.

Ten czas tak szybko zleciał, Mała eM zrobiła już sama pierwsze kroki, przydeptała roczek, a dopiero co wyszła z mojego brzucha.

Mamą być.

Blizna na brzuchu to najpiękniejsze znamię jakie mam. Najpiękniejsza pamiątka, jaką mogły mi pozostawić moje córki. Mimo zmęczenia codziennością, mimo sytuacji wychowawczych naprawdę różnych, trudnych, łatwych, a nawet czasem wydających się bez rozwiązania, jestem szczęśliwa i dumna, że mogę być mamą dwóch listopadowych dziewczynek.
Dziękuję, że wybrałyście mnie na swoją mamę.

Sto lat kochana Malutka eM! Nasz Promyczku Słońca! Kochana Pszczółko!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *