Sieeeema!
Nie było mnie z trzy miechy, ale jakoś tak po prostu nie chciało mi się trochę, trochę czasu nie było, a trochę jak już siadałam do komputera to zasypiałam przed nim bo już była dwunasta czy pierwsza w nocy… Teksty pisałam w głowie, ale nie było czasu i chęci przelania ich. Zresztą nawet teraz jak to piszę, to jedna dziewczyna zjada ziemię z doniczki a druga pcha mi się na kolana „mamo, ja też chcę pisać literki”…

Przy dwójce to jest trochę ogarniania, a ostatni miesiąc zamknięte przedszkole więc Starsza eM w domu, a że to diabeł tasmański, to czas trzeba było zorganizować atrakcyjnie, co by nudy nie było.
Przez ostatnie trzy miesiące Mała eM z rozwojem do przodu, ale ostatni miesiąc przy obserwacji starszej siostry to już w ogóle level pro.

Ponadto egzamin miałam i trochę nauki do niego, ale mamy to! Jestem już dyplomowanym logopedą.

No i był sezon słoikowy, wiadomka -dżemiki, kremiki, kompociki, sremiki, pierdoliki…

Poza tym, był czas docierania się ze starym. Raz z górki, raz pod górkę… A szczerze mówiąc, praca nad relacją małżeńską cały czas w toku, nie ma nic za darmo, czas świergolenia ptaszątek minął, same stringi już nie wystarczą ;).

Ponadto kto mnie zna, to wie, że u mnie to musi być na tip top wszystko, no przynajmniej kiedyś tak było, ale już nauczyłam się odpuszczać, trochę sobie, a Staremu to już najwięcej ( ale to już dla swojego zdrowia psychicznego), a ostatnimi czasy to nawet odpuściłam zamartwianie się innymi ludźmi i ich sprawami, „Matka Teresa” umarła po raz drugi, także po prostu musiałam nauczyć się siebie na nowo i dalej ta relacja trwa.

Jak tam z jutrem?
U nas wczoraj był już płacz, że nie chce do przedszkola… Już starsza grupa, jak ten czas szybko leci. Zaraz młodsza do żłobka. Czas adaptacji będzie ciężki, ale taka kolej rzeczy. Już po jednym dziecku człowiek jakby patrzy na to trochę z większym dystansem.

Placówki są spoko jak trafi się na dobra ekipę. eM bardzo dużo się nauczyła w żłobku, mimo że adaptacja dla niej i dla nas była bardzo trudna. To aż szok, że nasza kierowniczka zamieszania, Kapitan Huk i Piotruś Pan w jedne osobie, miała trudną adaptację, nie spodziewaliśmy się tego. Z przedszkolem było podobnie, też trudno, zbiegło się na to na pewno pojawienie się nowego członka rodziny, to, że z Małą zostawałam w domu, zazdrość, nowe emocje, większe wymagania w przedszkolu, konsekwencje różnych zachowań, poważniejsze relacje rówieśnicze i cała sytuacja z covidem i związane z nią obostrzenia nie ułatwiła przedszkolnej adaptacji, itd…

No i jutro Szogun do przedszkola. Będzie płacz u niej, u matki łzy wzruszenia i troski ocierane ukradkiem żeby nie widziała. Gdy urodziłam dziecko nie spodziewałam się, że zaleje mnie aż tak duża fala miłości, ale też strachu i wiecznego zamartwiania się. Ach. Tysiąc błędów już popełniłam w tym swoim macierzyństwie, nie wszystko wyszło mi tak, jak sobie to planowałam będąc w jednej czy drugiej ciąży i czytając mądre książki… Ale wyszła mi jedna rzecz- moje wspaniałe córki!

Tyle na dziś 😉



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *